Koty mogą stać się połączoną parą, jeśli są członkami miotu, rodzeństwem, rodzicami i potomstwem lub zupełnie nie spokrewnieni. Związane koty spędzają większość czasu razem. Więzi te najprawdopodobniej wystąpią w młodym wieku, ale zdarzały się również przypadki tworzenia więzi przez dorosłe koty.
in quick succession. raz za razem, jeden po drugim. Angielskiego najszybciej nauczysz się online. Wypróbuj za darmo kurs eTutor. jeden po drugim - tłumaczenie na angielski oraz definicja. Co znaczy i jak powiedzieć "jeden po drugim" po angielsku? - one by one, one after another, one after the other, on the spin, in quick succession.
Jeden po drugim. 22. 9. Id dzwonka: 128906 Gatunek: Pop / Rock Pliki do pobrania: 35 Rozmiar : 353 KB Opinie: 0. Opis. Jeden po drugim Dzwonek One By One. Info Info
Skomlenie jest objawem frustracji u kotów, ale może być również oznaką wyczerpania. Koty mogą charczeć po zabawie lub gdy cierpią na jakąś chorobę. Dlaczego mój kot warczy jak świnia?. Psy lub koty prychające często reagują na coś, co drażni ich nos, na przykład alergen lub odrobinę brudu. Może to być również
Wycieńczone do granic możliwości czekają na śmierć. Koty zdychają po kilku dniach - podkreśla. Jak informuje "Słowo Polskie Gazeta Wrocławska", we wtorek zebrała się komisja ochrony środowiska. W spotkaniu brali udział pracownicy ZGKiM. Ci nie poczuwają się do odpowiedzialności. Ich zdaniem koty weszły tam, gdzie nie potrzeba.
Koty te około 4 tysiące lat temu były czczone, jako uosobienie witalności, płodności, radości oraz mądrości. W Starożytnym Egipcie koty czczone niczym bóstwa, były to najcenniejsze i najświętsze zwierzęta, zrobienie im krzywdy prowadziło do bardzo surowej kary. Zakaz był również wywożenia ich, to także groziło karą śmierci.
sylwia215. odpowiedział (a) 17.08.2013 o 14:21: Mi się wydaje że to jakiś wirus lub bakteria. Bo u mnie w okolicy tak samo samice zdychają. To mój sąsiad poszedł do wet to dostał jakiś proszek do picia i przestały mu zdychać.
FwRsR. Wśród akwarystów na całym świecie ogromną popularnością cieszą się gupiki. Są to rybki niewielkie i dostępne w wielu rozmaitych odmianach, przez co różnią się znacząco między sobą kolorami. Barwne i niezbyt wymagające, zyskały także sympatię początkujących akwarystów. Tym bardziej, że są dość proste w hodowli i odporne na błędy amatorów. Nadal jednak choroby gupików to temat, który warto zgłębić – w każdym akwarium może zdarzyć się jakaś choroba. Na co chorują gupiki i jak sobie z tym radzić? 1. Gupiki – poznaj je lepiej 2. Choroby gupików – z czym możesz się spotkać? 3. Pleśniawka 4. Choroba bawełniana gupików 5. Ichtioftirioza 6. Martwica płetw 7. Choroby gupików – podsumowanie Gupiki – poznaj je lepiej Gupiki, zwane też rybkami pawie oczko, to niewielkie rybki – samce osiągają długość od 3 do 5 centymetrów, samice są nieco bardziej okrągłe i większe. Samce są barwniejsze i mają wydłużone płetwy ogonowe, przez co prezentują się bardzo efektownie. Samice są bardziej niepozorne. W warunkach domowych gupiki mogą przeżyć nawet pięć lat, w naturalnym środowisku żyją około dwóch. Na wolności żyją na terenie północno-wschodniej Afryki, północnej Amazonii i w części Ameryki Południowej. Szybko się rozmnażają, dlatego nie należą do gatunku zagrożonego. Są bardzo wytrzymałe i szybko potrafią dostosować się do zmieniających się warunków środowiskowych. Choroby gupików – z czym możesz się spotkać? Choroby gupików mogą zdarzyć się w każdym akwarium – czasami spowodowane niewłaściwymi warunkami panującymi w wodzie, mogą mieć też podłoże grzybicze, bakteryjne, wirusowe czy pasożytnicze. Gupiki narażone są na wiele chorób, które dotykają ryby akwariowe. Akwaryści są jednak zgodni, że można określić kilka dolegliwości, na które gupiki są szczególnie podatne. Pleśniawka Pleśniawka może pojawić się u wszystkich ryb, gupiki są jednak na nią bardziej narażone, bo częściej dotyka ona ryby o długich płetwach. Za pleśniawkę odpowiedzialne są grzyby, które dość powszechnie występują w zbiornikach wodnych. W normalnych okolicznościach są one dla rybek zupełnie nieszkodliwe. Problem robi się wtedy, gdy dojdzie do pogorszenia warunków panujących w wodzie – na przykład, gdy woda będzie zbyt zimna. Na pojawienie się pleśniawki wpływa także obniżona odporność ryby lub odniesione przez nią rany. Objawia się ona przez bardzo charakterystyczny, ciemniejszy przy końcach i filcowaty nalot w kolorze białym lub brunatnobiałym, spod którego możesz zaobserwować uszkodzoną skórę. Jeśli zauważysz rozwój pleśniawki i gupików, najlepiej od razu przenieś je do innego zbiornika. Leczenie polega na wypędzlowaniu zmian chorobowych odpowiednim środkiem dezynfekującym – to zadanie najlepiej jest pozostawić lekarzowi weterynarii, który ma odpowiednią wiedzę i umiejętności. Do akwarium warto dolać zieleni malachitowej, a także podnieść temperaturę wody – jeśli była za niska. Lekarz weterynarii poda Ci zalecenia do stworzenia roztworu. Czasami cały zabieg należy powtarzać. Należy też namierzyć i usunąć przyczynę choroby w akwarium – zadbać o odpowiednią temperaturę wody, posprzątać pokarm, który zalega na dnie zbiornika, poprawić natlenienie wody i wprowadzić zbilansowaną dietę u rybek. Choroba bawełniana gupików Choroba bawełniana, zwana też fleksibakteriozą, to choroba bakteryjna, która mogą dotknąć gupiki. Dość łatwo jest ją pomylić z pleśniawką – przynajmniej wizualnie. We wczesnych stadiach rozwija się jednak wewnętrznie, choć na skórze mogą już zacząć pojawiać się zmiany – zszarzenie lub powolna utrata barwy. Najczęstszym objawem tego, że rybka zaczyna chorować jest zmiana jej zachowania. Gupiki dotknięte chorobą bawełnianą będą stopniowo zmieniać swoje zachowanie. Stają się bardziej apatyczne, uciekają, chowają się przed innymi rybkami i bardzo często ocierają się o przedmioty, czym dokonują aktu samookaleczenia. Skóra wydaje się postrzępiona, bo dochodzi do martwicy części naskórka. Przez samookaleczanie się gupik traci łuski, co pozwala bardziej czynnie działać bakteriom. Pojawiają się też charakterystyczne kłębuszki – to właśnie one sprawiają, że chorobę dość łatwo pomylić z pleśniawką. Występują ona najpierw koło pyska, by zacząć obejmować coraz większą powierzchnię ciała rybki. Leczenie polega na odłowieniu rybek chorych od tych zdrowych i długotrwałych kąpielach w specjalnie przygotowanych roztworach – najdokładniejsze zalecenia dostaniesz od lekarza weterynarii. Kąpiel musi trwać co najmniej tydzień, czasami dłużej – w innym przypadku możliwy jest nawrót choroby. Dobrze chorym rybkom zrobi podkarmianie pożywieniem bogatym w witaminy. Najważniejsze jest jednak posprzątanie akwarium z resztek organicznych i powoli wymieniać wodę na czystą. Najpierw około 40%, później więcej. Całe akwarium trzeba poddać dokładnej dezynfekcji, by choroba nie nawróciła w późniejszym okresie. Ichtioftirioza Ichtioftirioza, zwana jest także ospą rybią. Za tę chorobę odpowiedzialny jest orzęsek Ichthyophthirius multifiliis. On także występuje dość powszechnie i znaleźć go można w każdym akwarium. Rybki nie zachorują, jeśli ich warunki życia nie ulegną pogorszeniu, a odporność nie spadnie. Niestety choroba należy do bardzo zaraźliwych, dlatego najważniejsze jest jak najszybsze działanie i odseparowanie chorych osobników od tych zdrowych. Na szczęście jednak bardzo łatwo jest ją zauważyć i można szybko zacząć przeciwdziałać. Choroba objawia się poprzez białe niewielkie punkty, które trochę przypominają kaszę, które początkowo pojawiają się na płetwach, by zacząć obejmować całe rybie ciało. W czasie choroby, nawet jeszcze przed pojawieniem się punktów chorobowych, rybki są też apatyczne, osłabione, mogą też zwijać płetwy i ocierać się o rzeczy w akwarium Chorobę leczy się przez stosowanie długotrwałych kąpieli w specjalnych środkach leczniczych, o których najlepiej zdecyduje lekarz weterynarii, a także dzięki podniesieniu temperatury w akwarium. Najlepiej jest podnieść ją tak wysoko, jak to tylko możliwe – w praktyce oznacza to temperaturę w górnych granicach tej, którą tolerują gupiki. Należy to robić stopniowo, by rybki miały czas dostosować się do nowych warunków. Cały proces może trwać nawet kilka tygodni. Dużo zależy też od stopnia zaawansowania choroby. Profilaktyka polega przede wszystkim na zadbaniu o właściwe parametry wody, tak, by zapewnić gupikom najlepsze możliwości rozwoju. Bardzo ważna jest też odpowiednia dieta – dobrze zbilansowana i pełna witamin zapewni rybkom wysoką odporność. Nigdy też nie wpuszczaj do akwarium gupików, które nie przeszły kwarantanny. Nowe rybki wprowadzone bez kwarantanny, mogą cierpieć na choroby, które obniżą odporność całego akwarium. Martwica płetw Martwica płetw to kolejna dolegliwość, która dotyka zwłaszcza gupiki – choroby płetw są bardzo popularne u rybek z rozwiniętymi, długimi płetwami. Jest chorobą bakteryjną. Najczęściej na martwicę ryb zapadają rybki z zaniedbanych, brudnych i zbyt rzadko czyszczonych akwariów. Doprowadzić do nadmiernego rozwoju bakterii odpowiedzialnych za tę chorobę może także zbyt niska temperatura czy niewłaściwe pH wody, a także zła dieta – głównie zbyt dużo pożywienia, które rozkłada się i dodatkowo zanieczysza akwarium. Na martwicę płetw mogą zapaść też rybki zestresowane i mieszkające w przerybionym akwarium. Choroba nie należy do zaraźliwych i atakuje najsłabsze osobniki. Charakteryzuje się postrzępionymi płetwami, które mogą tracić swoje wybarwienie. Z biegiem czasu pojawiają się też rany i rozpoczynają procesy gnilne. Rybka dotknięta chorobą może całkiem stracić apetyt. Leczenie opiera się na przede wszystkim na poprawie warunków środowiskowych kąpielach w różnych roztworach nie antybiotykowych. Jeśli to nie przyniesie efektu – wprowadza się antybiotyki. Chore rybki należy odizolować od tych zdrowych. Nie po to, by zdrowe nie zostały zarażone – bo choroba nie jest zaraźliwa – ale po to, by chore mogły spokojnie wracać do zdrowia w najlepszych warunkach. W profilaktyce bardzo ważne jest zachowanie bezwzględnej czystości w akwarium, a także odpowiednia dieta, która pozwoli na wzmocnienie systemu odpornościowego gupików. Choroby gupików – podsumowanie Każdy akwarysta powinien poznać najczęstsze choroby ryb akwariowych. Gupiki są narażone na większość tych najbardziej powszechnych – mimo swojej całkiem wysokiej odporności, mogą zachorować, gdy są osłabione, trzymane w złych warunkach, niewłaściwe karmione – również przekarmiane. Czynnikami chorobotwórczymi mogą być bakterie, grzyby, pasożyty lub wirusy. Gupiki mogą zachorować z powodu złych warunków panujących w akwarium i obniżenia odporności. Choroby gupików samic nie różnią się od tych samców – samce jedynie, jako te z bardziej rozwiniętą płetwą, mogą być nieco bardziej narażone na ryzyko pleśniawki i martwicy płetw – bardzo często atakuje ona rybki z długimi płetwami. W przypadku zauważenia objawów chorobowych ważne jest odseparowanie chorych rybek od tych zdrowych, by ograniczyć rozprzestrzenianie się choroby. Dalsze postępowanie w dużej mierze zależy od wykrytej choroby i wskazań lekarza weterynarii. Warto zasięgnąć jego konsultacji, nie tylko w sytuacji, w której jest się niedoświadczonym akwarystą. „Choroby rybek akwariowych są niebezpieczne, a ich leczenie jest dosyć kłopotliwe. Z tego też powodu, bardzo dużą rolę w akwarystyce odgrywa profilaktyka. Warto utrzymywać czystość wody, a także kontrolować jej parametry, takie jak temperatura, natlenienie czy pH. Konieczne jest również zadbanie o samopoczucie rybek, poprzez dostosowanie ich ilości do wielkości akwarium, zapewnienie im skrytek oraz odpowiedniego podłoża. Właściwe warunki utrzymania przyczynią się do sukcesu hodowli.” – mówi nam lek. wet. Hanna Pietruszka
W eksperymencie badawczym SARS-CoV-2 skutecznie zainfekował układ oddechowy kotów i przeniósł się na jednego niezakażonego osobnika. To jednak nie powód, by kociarze czuli się zaniepokojeni. Wyjaśniamy, dlaczego. Środowisko naukowe od początku podkreślało, że to mało prawdopodobne, by ludzie mogli zakazić się koronawirusem od zwierząt domowych – psów i kotów. Chociaż nowe dane wskazują, że koty mogą się nim zainfekować, to powyższe stanowisko nie uległo zmianie. Dlaczego? Zespół chińskich wirusologów eksperymentalnie próbował zakazić różne zwierzęta. SARS-CoV-2 wprowadzano do nozdrzy kaczek, świń, kurczaków, psów, fretek i kotów. Pobierano od nich wymazy lub odchody i sprawdzano, czy wirus jest wykrywalny w tkankach i organach. W przypadku kotów badano też, czy może być transmitowany na inne osobniki tego gatunku. Jakie uzyskano wyniki? Kaczki, świnie i kurczaki – bezpieczne. Psy… Koronawirus nie zdołał zainfekować żadnej kaczki, świni i żadnego kurczaka. Wirusa nie stwierdzono ani w wymazach pobranych z jamy nosowo-gardłowej, ani z odbytu. Nie wykazano też przeciwciał przeciw SARS-CoV-2. Wniosek: gatunki nie są podatne na zakażenie tym wirusem. Czytaj też: Wszystkiemu winni Chińczycy? Nauka temu przeczy W przypadku psów, trzymiesięcznych bigli, również nie stwierdzono wirusa w żadnym wymazie z jamy nosowo-gardłowej do 14 dni od wprowadzenia go do nozdrzy. Po dwóch dniach stwierdzono zaś obecność SARS-CoV-2 u dwóch psów – jednego poddano eutanazji. Nie stwierdzono koronawirusa w jego tkankach. Co więcej, wirus obecny w wymazach z odbytu nie był zdolny do infekowania komórek – co sprawdzono, wykorzystując model eksperymentalny in vitro. Wniosek: psiarze mogą odetchnąć z ulgą – psy są bardzo słabo podatne na zakażenie i nie mogą go transmitować. Czytaj też: Psy żyją z nami tak długo, że... dzielimy z nimi bakterie Fretki podatne na wirusy Inaczej ma się sprawa w przypadku fretek. Nie jest to bardzo zaskakujące – zwierzęta te od pewnego czasu wykorzystywane są jako model eksperymentalny do badań wirusów wywołujących zakażenia układu oddechowego. Wiadomo też, że są podatne na infekcje SARS-CoV-1, blisko spokrewnionego z obecnym szczepem. W ostatnich badaniach stwierdzono, że SARS-CoV-2 może infekować górne drogi oddechowe tych zwierząt, u niektórych powoduje gorączkę. Wszystkie zwierzęta miały przeciwciała. Autorzy badania sugerują, że czyni to fretki dobrym modelem do badań szczepionek i leków. Koty podatne na infekcję SARS-CoV-2 A co z kotami? Wirusa podano pięciu ośmiomiesięcznym osobnikom, by po sześciu dniach dokonać eutanazji dwóch z nich. SARS-CoV-2 był obecny w ich małżowinach usznych, podniebieniu i migdałkach. Zdolnego do infekcji koronawirusa stwierdzono w tchawicy jednego ze zwierząt. U drugiego kota SARS-CoV-2 wykryto także w jelicie cienkim, ale wyizolowany nie był zdolny do infekcji w modelu komórkowym in vitro. U żadnego kota nie stwierdzono infekcji płuc. Pozostałe trzy koty umieszczono na ponad 10 dni w klatkach obok trzech innych, niezakażonych, by sprawdzić, czy wirus może się rozprzestrzeniać. Wykryto go w górnych drogach oddechowych wszystkich trzech umyślnie zainfekowanych zwierząt, a także u jednego, który przebywał w obecności zakażonego. U wszystkich czterech zwierząt stwierdzono obecność przeciwciał przeciwko SARS-CoV-2, a wirus był w ich odchodach. U żadnego nie stwierdzono objawów choroby. Wniosek: koty są podatne na infekcję SARS-CoV-2, ale nie chorują. Mogą też w ograniczony sposób rozprzestrzeniać wirusa. W zasadzie nie jest to duże zaskoczenie: kocia wersja receptora ACE2, który koronawirus wykorzystuje do infekowania komórek, jest spośród wszystkich zbadanych zwierząt nienaczelnych najbliższa ludzkiej. Wcześniej już stwierdzono, że koty mogą się zakażać SARS-CoV-1. Czytaj też: SARS-CoV-2 może szerzyć się przez układ pokarmowy Kociarze, nie ma powodów do obaw Powyższe obserwacje nie są jednak powodem do niepokoju. Piszę to zarówno jako naukowiec, jak i posiadacz trzech znajd. Dlaczego? Po pierwsze, bardzo duże ilości koronawirusa wprowadzano bezpośrednio do nozdrzy zwierząt, by jak najbardziej wiarygodnie stwierdzić, czy u badanych gatunków w ogóle może dochodzić do infekcji. W rzeczywistości żaden kot nie będzie wystawiony na taką dawkę SARS-CoV-2. Jeżeli dodatkowo będziemy unikać umyślnego całowania zwierząt czy bycia lizanym przez nie, to ryzyko transmisji (zakładając oczywiście, że jesteśmy nosicielami wirusa) powinno być nieistotne. Czytaj także: Nowa Zelandia chce… zakazać kotów Zauważmy, że tylko jeden z trzech kotów złapał wirusa od umyślnie zakażonych osobników. Sugeruje to, że SARS-CoV-2 nie jest zbyt efektywnie rozprzestrzeniany przez te zwierzęta. Biorąc to wszystko pod uwagę, można stwierdzić, że nie ma na chwilę obecną żadnych powodów do obaw, że zakazimy koty, a te rozniosą wirusa na inne osoby. Eksperyment a rzeczywistość. Zwierzęta domowe nie są dla nas groźne Poza tym jest dosyć niejasne, jak doszło do tej jednej transmisji. Wiemy oczywiście, że wirus rozprzestrzenia się głównie drogą kropelkową. W opublikowanym preprincie badacze nie opisali, jak dokładnie rozmieszczone były względem siebie klatki. Nie wiadomo, jak często usuwano z nich wydaliny. Nie można wykluczyć, że do zakażenia doszło np. wskutek bliskiego kontaktu z odchodami. Fotoreportaż: Kotowate, najpiękniejsza rodzina zwierząt Wreszcie: choć wirus rozprzestrzenia się wśród ludzi od końca 2019 r., do dziś brak dowodów, by w tym procesie jakąkolwiek rolę odgrywały zwierzęta domowe, w tym koty. Podobnie było podczas epidemii SARS-CoV-1 – mimo wykazanej eksperymentalnie możliwości zakażenia nim kotów nie stwierdzono, by przyczyniły się do jego roznoszenia. Kociarze, wy również możecie odetchnąć z ulgą. Warto jednak pamiętać, by w czasie pandemii unikać kontaktów twarzy z kocim pyskiem i zachować ostrożność, czyszcząc kuwety. I niech nikomu nie przychodzi do głowy pozbywać się zwierzęcia albo oddać go do schroniska! Nie ma ku temu żadnych wskazań. A może... Psiarze i kociarze bezpieczniejsi?
Koty wychodzące uwielbiają wędrówki po osiedlu. Ba, nieraz zapuszczają się w najciemniejsze zakamarki, by jak najlepiej poznać okolicę zamieszkania. Nie bez przyczyny mówi się też, że „koty chodzą własnymi drogami”. A może nawet i w twoim sąsiedztwie znajduje się kot, który regularnie odwiedza progi twojego mieszkania? Dlaczego koty chodzą do innych domów? Koty muszą zbadać terytorium Koty w swoim instynkcie mają zakodowany przymus poszukiwania – muszą wszystko dokładnie sprawdzić. Ma to na celu wyeliminowanie potencjalnych zagrożeń. Koty, zwłaszcza na zewnątrz, są ciągle czujne. Chcą się upewnić, że ich najbliższe okolice są bezpieczne i nie grozi im tam żadne niebezpieczeństwo. W poszukiwaniu szczęścia Dlaczego koty chodzą do innych domów? Bywają mruczki, które są wyjątkowo towarzyskie. Koty mogą zostać zwabione nowymi widokami, dźwiękami czy zapachami, którym nie potrafią się oprzeć. Ponadto, jak większość zwierząt – a nawet nas – ciągnie je do przyjaznych ludzi. Jeśli jesteś miły i przyjaźnie nastawiony do kota, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że będzie chciał ci się odwdzięczyć wizytą w twoim domu. Co więcej, jeśli twój mruczek jest wychodzący, to być może musisz zaakceptować fakt, że masz kota na pół etatu – zwłaszcza wtedy, kiedy kociak poczuje zamiłowanie do włóczęgostwa. Koty z przyjemnością pójdą tam, gdzie będą czuć się szczęśliwie i komfortowo. Dlaczego koty chodzą do innych domów? Uciekają z niepokoju Jeśli kot spędza dużo czasu poza domem, to niekoniecznie musi wynikać to z jego ciekawskiej natury, – być może coś w domu wywołało u niego niepokój i szuka innego, bezpiecznego miejsca. Sprawdź, czy w ostatnim czasie nie zaszły w mieszkaniu jakieś zmiany – nowe meble, nowy członek rodziny czy inne zwierzę, które sprawiają, że twój kot jest emocjonalnie rozdarty. Jeśli faktycznie coś takiego ma miejsce, popracuj nad tym, aby mruczek jak najszybciej zaaklimatyzował się do zmian, a być może zaprzestanie odwiedzin u sąsiadów. Idą tam, gdzie są mile widziane Niektórzy właściciele uważają, że koty instynktownie wyczuwają sąsiada, który czuje się po prostu… osamotniony. W zamian za gościnę oferują nie tylko swoje towarzystwo, ale niekiedy też pieszczoty i mruczenie. Przecież to dzięki kotom nasz świat staje się lepszym miejscem. Kiedy kot wprasza się w gościnę… Jeśli jakiś kot z sąsiedztwa lubi składać ci niezapowiedziane wizyty, to nic, tylko się cieszyć. W końcu zwierzęta to najlepsi przyjaciele. Należy jednak zachować pewne środki ostrożności. Staraj się nie karmić kota bez wcześniejszego zebrania odpowiednich informacji – zwierzę może być na coś uczulone. Ponadto spróbuj dowiedzieć się, kto jest jego opiekunem, aby dać mu znać, że ich mruczek odwiedza twój dom. Dzięki temu będą czuć się spokojniejsi. Zwłaszcza gdy ich pupil znika na kilka dni. Niestety, bywa i tak, że składane przez kota wizyty u sąsiadów mogą być źródłem sporu. Szczególnie wtedy, gdy mruczek w ogrodzie dokonuje regularnych zniszczeń lub traktuje go jak kuwetę. Dlatego jeśli wiemy, z którym sąsiadem dzielimy się naszym kotem na pół, warto zapytać go, czy nie ma on nic przeciwko jego wizytom. A jak to jest z twoim kotem? Włóczy się po sąsiadach, czy to może ciebie odwiedza kot z sąsiedztwa?
UWAGA: WPISU RADZĘ NIE CZYTAĆ BO TO TYLKO ZWYKŁE PIERDOLENIE. Witam. Oto krótki wpis. Jedynie co chcę zrobić to napisać tu na początku niechlujnie jak typowy Polak. Przepraszam, ale złość i depresja mnie przygnębia. Otóż wkurwiły mnie dzisiaj psy. Mój dwuletni kot, a raczej kocica, odeszła z ich powodu. Może to śmieszne ale w otoczeniu wielbicieli Despacito i Spinnerów była to moja bratnia dusza. Brakuje mi jej miauczenia żeby dać jej jeść, jej drapania gdy była młoda (cóż, zostały mi po niej dwie kropki po zadrapaniach) oraz obecności. Ból w sercu został, a ja z powodu braku przyjaciół chcę umrzeć. Może moja siostra która mnie wspiera i za to ją kocham dotrzymuje mi towarzystwa, ale to rodzina a nie ktoś obcy. Kurwa, jak mi brakuje tego sierściucha. Jedyna pociecha, jak moje dziecko. Ale zaraz… ja nie mam 10 lat. Dlaczego ja się tak zachowuje? Obwiniam siebie, bo nie chciało mi się dupy ruszyć i kota na posesję wygonić, tylko wypuścić na dwór… To jest dziecinne, ale to takie uczucie jakbyście stracili matkę/ojca, tylko że o trochę mniej. Moderatorzy pewnie tego nie dodadzą, ale wierzcie mi – trochę mogę się zwierzyć. Gdyby kogoś to interesowało – mam 19 lat. Nie wiem co zrobić żeby przestało mnie serce boleć przez ciśnienie.
W Trójmieście problem kociej bezdomności wciąż pozostaje aktualny. Pomimo rosnącej świadomości społecznej i wielu akcji propagujących sterylizację zwierząt na ulicach cały czas jest mnóstwo kotów. Niestety do tego stanu rzeczy rękę przykłada każdy opiekun niewykastrowanego kota, który decyduje się na wypuszczanie go na w Trójmieście Miłośnicy kotów dzielą się na dwa obozy: tych, którzy twierdzą, że ich zwierzaki będą szczęśliwe tylko wtedy, gdy będą mogły wychodzić na swobodne spacery po okolicy, oraz tych będących za całkowitym niewypuszczaniem kota z mieszkania. Behawioryści, lekarze weterynarii oraz osoby zajmujące się szeroko pojętą walką z bezdomnością kotów są w większości zgodni co do tego, że miejsce kota domowego jest w domu. Zawsze wracałDlaczego osoby, które twierdzą, że kochają zwierzęta, w tak definitywny sposób ograniczają ich swobodę? Argumenty mówią same za siebie. Codziennie na portalach, w tym także w odpowiednim dziale portalu oraz w grupach na Facebooku, pojawiają się dramatyczne apele o pomoc w odnalezieniu zaginionych kotów. Wśród nich nie ma zbyt wielu historii o uciekinierach przez lekko uchylone drzwi, zerwaną siatkę okienną czy niespodziewane uwolnienie się z transportera podczas podróży do lecznicy weterynaryjnej. To w większości po prostu koty, które "zawsze wracały". Aż do teraz. Cykl "Kocie porady" - behawiorysta pisze o kotachCzasem właściciele, zaskoczeni tym, że kot nie pojawił się w domu jak co wieczór, twierdzą, że "ktoś musiał go przygarnąć/ukraść". Niestety prawda jest zwykle o wiele bardziej brutalna. "Szczęśliwe wychodzące koty" bardzo często kończą życie potrącone przez samochód, zagryzione przez psa, otrute lub zaatakowane przez innego kota. Opiekunowie mogą nigdy się o tym nie dowiedzieć. Z jednej strony - może to i lepiej dla nich. Z drugiej - ich kolejny kot prawdopodobnie także będzie wypuszczany. I być może znów ktoś go "ukradnie"...- W naszej lecznicy potrącone lub pogryzione koty pojawiają się nawet codziennie - mówi lek. wet. Izabela Tomczak-Zabrocka z Gdańskiej Całodobowej Lecznicy Weterynaryjnej Zwierzyniec. - Nie ulega wątpliwości, że bezpieczniej jest kota nie wypuszczać z domu. Jedyną sytuacją, w której jesteśmy w stanie to zrozumieć, jest taka, gdy kot od urodzenia przez wiele lat żył samopas na zewnątrz i został potem przygarnięty do domu. Taki zwierzak rzeczywiście może mieć ogromny problem z przystosowaniem się do życia w czterech ścianach. W każdym pozostałym przypadku jesteśmy za tym, aby nie pozwalać kotu wychodzić na dwór. Zabójcy dla zabawyKoty wychodzące nie tylko są narażone na tragiczną śmierć, lecz także stwarzają zagrożenie dla innych zwierząt. Skończyły się już czasy, w których koty są potrzebne w mieście jako tępiciele szkodników. Koty polują dla zabawy, zabijając niewielkie gryzonie, małe ptaki i owady, wpływając tym samym niekorzystnie na cały wychodzący: zagrożenie dla innych zwierząt?Wciąż więcej i więcejNiedopuszczalne jest zwłaszcza wypuszczanie kotów niewykastrowanych. W przypadku płodnych zwierząt nie da się zapobiec ich niekontrolowanemu rozmnażaniu, a tym samym powiększaniu populacji bezdomnych kotów. Doskonale wiedzą o tym osoby, które wolontaryjnie zajmują się pomocą wolno żyjącym Akcja Koty spod Bloku ciągle ma pod opieką około 60 kotów - mówi Agata Maćkowiak, prowadząca akcję "Koty Spod Bloku". - Najnowszy dodatek do stanu to cztery małe, dwutygodniowe kociątka. Nasza wolontariuszka Gabrysia próbowała złapać ich matkę na Chełmie. Jej uwagę podczas jednej z łapanek zwróciło piszczenie. Maluszki dzikich kotek nie piszczą, ich jedynym sposobem na przetrwanie jest ciche siedzenie w gnieździe. Kociątka były zostawione w dole obok okienka piwnicznego, prawie dwa metry pod poziomem ziemi. Podczas kilkugodzinnej akcji udało się je wyswobodzić. Niestety matka się nimi nie zainteresowała i trafiły do naszego doświadczonego domu tymczasowego, gdzie dostają co cztery godziny pokarm z butelki, są ogrzewane i masowane. Ich matka ma już następna rujkę. Często zdarza się rujka już w 24-48 godzin po porodzie, więc nietrudno sobie wyobrazić, że produkcja kociątek nie ustaje. Kotka odstawiając dwumiesięczne malce, rodzi nowy miot i wszystko zaczyna się od na wystawach - dużo zdjęć - Znamienne jest to, że zdecydowana większość rannych kotów, która trafia do nas podczas dyżurów, to niewykastrowane kocury - informuje lek. wet. Izabela Tomczak-Zabrocka. - Wiele z nich ulega wypadkom komunikacyjnym, gdy wychodzi w nocy na ulice lub zostaje dotkliwie pokaleczona przez inne koty, z którymi walczy o teren. Pomogli 931 bezdomnym kotom z Gdańska- Maluszków z powyższych zdjęć - o ile uda się je odchować - nie będziemy uczyć wychodzenia - mówi Agata Maćkowiak. - Czy coś stracą? Tak: możliwość spotkania z autem, złym człowiekiem, psem spuszczonym ze smyczy... Jako wolontariusze wkładamy mnóstwo serca, czasu i poświęcenia w naszych podopiecznych i chcemy, aby żyli długo i bezpiecznie po odpowiedzialniChoć kastracja i sterylizacja zwierząt domowych jest coraz popularniejsza, wciąż wielu opiekunów psów i kotów nie potrafi się do niej przekonać. Osoby te boją się, że po zabiegu ich zwierzę będzie tyć, zrobi się leniwe lub jego charakter w inny sposób ulegnie zmianie. Niewątpliwie jest to ingerencja w organizm i jak każdy zabieg operacyjny wiąże się z pewnym ryzykiem, to w wielu przypadkach zalety zdecydowanie przeważają nad potencjalnymi wadami tejże procedury. W razie wątpliwości warto porozmawiać o tym z zaufanym lekarzem weterynarii.
koty zdychają jeden po drugim